Ranger Warsaw
 
Picture
Na pierwszy turniej Millennium wybraliśmy się do Paryża. Zawody tym razem zostały zorganizowane na torze wyścigów konnych Longchamp w centrum miasta.
Zmiana lokalizacji turnieju ze znanego wszystkim Disneylandu przyniosła za sobą zmianę murawy. Graliśmy tu na naturalnej trawie, a nie jak zazwyczaj na wykładzinie. 
Pewną nowością było rozgrywanie punktów dwóch meczów naprzemiennie. Takie rozwiązanie testowane było podczas Grand Tour w Warszawie w 2010 roku w dywizji Masters. Nie była to dla nas nowość. Zmiana ta wymusza na drużynach bardzo dobrą organizację pracy pit crew, bo na zbieranie fatów ma się przeważnie tylko 30sek, a to naprawdę za mało, żeby dokładnie uprzątnąć pole. Po obejrzeniu kilku meczów można było stwierdzić, że pole nieco różni się od tego, na którym przygotowaliśmy się w Warszawie. Po dokonaniu małych poprawek w taktyce organizujemy się na nasz pierwszy mecz.

Na inaugurację przyszło nam grać w piątek rano z drużyną Freestyle Moscow znaną nam z cyklu Grand Tour i dywizji D1 Millennium. Mocno skoncentrowani wyszliśmy na pierwszy punkt. Pierwszy mecz turniejowy w sezonie, pierwszy punkt i bardzo szybkie wyeliminowanie wszystkich graczy drużyny przeciwnej, tak jakby nam wbiegali w kulki. Drugi punkt wygląda niemal identycznie. Breake od razu G2, zajmujemy węża i jest już 2:0. Zawodnicy Freestyle dostają karę i na następny punkt wychodzą grać w trzech. Po rozbiegu mamy sytuację 4 na 3. Udaje nam się w końcu przełamać opór ich zawodników i mamy 3:0. Po tym punkcie do gry na pole zostają wprowadzone zmiany w naszym składzie i w taktyce. 
Rosjanie biorą w tym punkcie węża w pierwszym biegu i przynosi im to wymierny efekt. Nasz wąż nie jest w stanie zablokować ich strony i tracimy punkt, jest 3:1. Kolejny punkt to nasza próba zdobycia węża na raz - kończy się niepowodzeniem. Freestyle mocno atakuje wężem i robi się 3:2. Po tym punkcie wracamy do podstawowego składu i praktycznie po rozbiegu zapewniamy sobie wygraną 4:2.

Na drugi mecz w grupie czekaliśmy aż do końca dnia. Naszym oponentem była nowa drużyna w SPL, Aggression The Haque. Początek meczu układa się pozytywnie dla nas i szybko wygrywamy 2:0. Drużyna z Holandii jest wyraźnie słabsza od nas i popełnia sporo błędów taktycznych. Po drugim punkcie następuje z naszej strony zarówno zmiana składu jak i taktyki. Wynik 2:1. Na kolejny punkt wychodzimy w czterech. Próbujemy w tym punkcie zagrać agresywnie wężem, co się udaje i liczebnie mecz się wyrównuje. Niestety przeciwnik ma możliwość przeprowadzić atak środkiem pola i jest 2:2. Kontrowersyjnie dostajemy ponownie karę i ponownie startujemy w 4. Drugi punkt pod rząd. Tym razem gracze Agression bardzo mocno atakują wężem i wynik groźnie przeważa się na 2:3. W kolejnym punkcie udaje się nam doprowadzić do remisu. Około 17 sekund do końca meczu. Za mało na punkt. Przed dogrywką wychodzimy mocno skoncentrowani, aby nie złapać żadnej kary w tych ostatnich sekundach. Rozbieg, jest G2 dla naszych przeciwników i 10sekund do końca meczu. Udaje nam się spokojnie dotrwać do końca czasu i mamy dogrywkę przy stanie 3:3.
W dogrywce zaczynamy dość konserwatywnie. Od razu mamy G1, a na dodatek przeciwnicy dostają karę 1for1. Zostaje nas 5 na 3 i spokojnie dokańczamy mecz. Jest drugie, cenne zwycięstwo. Niestety nie gwarantuje nam ono jeszcze awansu do 1/16, gdyż niepomyślnie rozłożyły się inne mecze w naszej grupie. Jutro musimy wygrać ostatni mecz z Hellwood Paris.

Udało się nam trochę podpatrzeć naszych przeciwników i odpowiednio przygotowani wychodzimy na 3 mecz. Rozpoczyna się on po naszej myśli i mamy 1:0. Nasze przewidywania co do rozbiegu Hellwood sprawdziły się dokładnie. Wbiegli nam pod lufy, kolejny punkt dla nas i mamy 2:0. Hellwood zmienia taktykę na kolejne punkty i mocnym rozbiegiem wraz z grą wężem odrabia straty do 2:2. Kolejny punkt, straty z obu stron, mamy mecz 4 na 4. Po kilku minutach meczu udaje się nam wypracować lepszą sytuację mocnym atakiem doritami, prowadzimy 3:2. Do końca meczu została nie cała minuta i na kolejny punkt wychodzimy przygotowani na mocny atak Hellwood. Przewidywania sprawdzają się. Na rozbiegu biorą M i węża. My tracimy całą stronę węża, zostaje nam baza dorito 1 i prawy cover. Hellwood ma juz 2 graczy na wężu, w tym jednego na naszej połowie. Udaje się nam ich jednocześnie wyeliminować i w ostatnich sekundach meczu nie dopuszczamy do wyrównania. Dzięki trzeciej wygranej znajdujemy się na czele naszej grupy i w last 16 spotykamy się z angielską drużyną Reading Entity, która awansowała jako lucky looser z bardzo mocnej grupy.


Resztę soboty spędzamy oglądając mecze CPL i szykując się do niedzielnego meczu, gdzie rozgrywki wchodzą w fazę pucharową. „Sunday club” w pierwszym turnieju sezonu to już coś. Chcemy więcej. Otwiera się szansa na poprawienie wyników z ubiegłego roku, gdzie dwukrotnie odpadaliśmy w 1/16.

Niedziela wita nas zmianą pogody. Jest o wiele zimniej niż w poprzednich dniach. 
Z samego rana nasza kadra trenerska :) ogląda i analizuje mecze naszych przyszłych przeciwników z 1/4.

Mecz z Reading Entity przebiega, w porównaniu z eliminacjami bardzo gładko i bez większych problemów. Po planowanej zmianie składu oddajemy przeciwnikowi tylko jeden punkt i pewnie wygrywamy 4:1.

Dwa mecze przerwy i kolejny mecz o najlepszą czwórkę turnieju z bardzo mocnym przeciwnikiem FiveStar Lleida. Trudny mecz do stanu 2:2, punkt dla nas, punkt dla nich. Kolejne punkty już tylko dla nas. Bardzo dobra gra naszych dorit jak i blokujący pole wąż sprawiły, że udało się nam awansować z wynikiem 4:2. 
Wielka radość, ale i ogromna presja. Taka okazja nie trafia się często. To już wyjątkowy wynik, tu jeszcze polskiej ekipy nigdy nie było. Stawka staje się największym przekleństwem. Ciężar gatunkowy weryfikuje, kto już jest na to gotowy, a komu nogi robią się jak z waty. Oczy zachodzą mgłą, a w głowie kłębi się przerażająca pustka.

Mecz o wejście do finału gramy z Dogs d’amour Thessaloniki. To pierwsza drużyna mająca w rosterze amerykańskich graczy, z jaką spotykamy się w tym turnieju. Stawce przewodzą znany nam dobrze Glenn Takemoto z Dynasty i Chad George z Impactu. Ciężko jest pisać o przegranym meczu, jak wie się, że zwycięstwo i finały były w zasięgu ręki. 
Pierwszy punkt dla nas prowadzimy 1:0. Potem dwa punkty dla Greków. Udaje nam się doprowadzić do remisu 2:2. Jest ciężko, ale żadna ze stron nie może czuć się bliżej finału. W następnym punkcie daje o sobie znać mocny wąż przeciwników i jest 3:2. Do końca meczu ponad 2 minuty. Bardzo długi stateczny punkt, mozolnie wypracowujemy sobie przewagę do końca meczu kilka sekund, a nasza przewaga rośnie. Mecz kończy się czasem przy naszej przewadze na polu 3 na 1. Zabrakło nam ok. 5 sekund, by podbić buzzer. Tych kila sekund dzieli nas od raju, od wielkiego finału. Tych kilka sekund na dystansie wielu minut gry wydaje się drobnostką, ale okazuje się kluczowe. Przeciwnik rozpaczliwie broni punktu, z powodzeniem. Zostaje nam mały finał i szansa na najniższy stopień podium.

Szybko otrząsamy się po przegranym meczu i myślimy o kolejnej grze. Okazuje się że naszym przeciwnikiem będzie 2Easy. Polski mały finał. Obie nasze drużyny obserwowały się wzajemnie zarówno podczas turnieju jak i podczas wzajemnej pomocy w pitach. 
Wiemy więc wzajemnie czego się spodziewać. Trzeba wymyślić coś nowego, po tylu punktach i kombinacjach. Znamy pole jak własną kieszeń. Oni też. Mamy warianty do gry na każdą ze stron, oni też. Mamy świetny i równy skład, oni też. Walka toczyć się będzie na poziomie, w którym liczy się adaptacja, improwizacja, skuteczność i zimna krew. O takich pojedynkach rozmawia się jeszcze po latach.

Pierwsze trzy punkty to nasza dominacja, doprowadzamy do stanu 3:0. Konsekwentna gra doritami i lekko defensywnym wężem. Kolejny punkt, który mógł się wydawać formalnością, odwraca losy spotkania. Zmiana strategii w grze 2easy powoduje neutralizację naszego węża i stopniowe odrabianie strat. Tą taktyką chłopaki z 2easy odrabiają straty punkt po punkcie. Przy stanie 3:3 sytuacja staje się nerwowa. Na zegarze niecałe 60 sekund do końca spotkania, zagląda nam w oczy dogrywka. Zapada trudna decyzja o ryzykownej zmianie strategii. Mocny rozbieg mający na celu neutralizację węża przeciwnika przynosi efekt. Mamy przewagę, realizujemy konsekwentnie strategię nacisku stroną węża. 30sekund przed końcem spotkania 2 graczy 2easy po stronie dorit, nasz cały wąż i środek pola. Odważnym atakiem przez M otwieramy sobie drogę do zwycięstwa. Zostaje 1 gracz 2easy na nas 3. Takie schematy rozgrywa się na treningach setki razy. Ostatni element zostaje szybko dołożony do układanki. Eliminujemy ostatniego gracza i 17sekund przed końcem meczu zdobywamy punkt, który daje nam 3miejsce w SPL !!!!!

Pierwszy turniej Millennium okazał się sporym sukcesem polskiego paintballu - dwie drużyny w finałach. Obyśmy częściej mieli możliwość rozgrywania takich meczy. 
Wracając z takiego turnieju w głowie ma się tylko trzy słowa, „trenować, trenować, trenować”. Sezon dopiero się zaczyna, a droga do CPL jeszcze daleka, jednak można powiedzieć, że nie mógł zacząć się lepiej.
 


Comments




Leave a Reply

    SPONSORZY:

    Picture
    Picture
    Picture
    Picture
    Picture
    Picture
    Picture