Ranger Warsaw
 
Po rewelacyjnej inauguracji apetyty były ogromne. Druga odsłona Millenium w tym roku zabrała nas znów pod Bitburg w Niemczech. Inna niż dotychczas, lokalizacja na terenie byłej bazy wojskowej, oddaliła nas od ryku silników startujących samolotów. Zamiast tego była ceglana bieżnia która opasała pola SPL i CPL. Pozostałe pola ulokowano na uboczu, w obniżeniu terenu i szczerze mówiąc sprawiało to wrażenie, że są zbędne, albo ich w ogóle nie ma. Na szczęście SPL i CPL grały na wykładzinie, standardowej dla Millenium, ale nazywanie tego tufem, godzi w producentów prawdziwego turfu. Wspomniana już bieżnia powodowała, że setki spacerujących zawodników wzbijało ogromne chmury kurzu, a wiatr wywoływał wrażenie pustynnej burzy. Trade show wyglądało nieźle, ale ktoś musiał mieć za małe obroty, bo na niedzielę przeorganizowano ścieżkę tak, aby ludzie musieli przechodzić koło kuszących stoisk. Poza tym, organizacyjnie było nieźle. Wspomnę jeszcze tylko stare trybuny opatrzone napisem "wchodzisz na własne ryzyko" i faktycznie, było to dość ryzykowne, ale nasz sport lubi ryzyko.
Turniej zaczęliśmy meczem z Roosters Ulm, według tabeli najmocniejszą drużyną grupy. Po dość równym, meczu zakończyliśmy pojedynek 4:3. Wydawało się nam, że najgorsze za nami. Teraz niżej rozstawieni Tigersi. Drugi mecz tego dnia rozpoczęliśmy od ugrania punktu i tylko na tyle nas było stać. przegraliśmy 1:4 mimo że dwukrotnie graliśmy w przewadze 4 na 3 i 3 na 2. Nie wykorzystaliśmy tego i kosztowało nas to bardzo cenny punkt. W sobotę mecz o wszystko rozegraliśmy z Sugar Daddys Uppsala. Przygotowanie było właściwe, nastawienie i wola walki. Solidne mecz w naszym wykonaniu wygrany 4:2. To oznaczało "Sunday Club". Reszta dnia zeszła na podglądaniu CPL, analizie zagrań, poszukiwaniu metod na pokonanie kolejnego przeciwnika. W 1/16 trafiliśmy bowiem na All Russians. Drużyna naszpikowana implantami okazała się dla nas dalece za mocna. Wynik 0:4 oddaje naszą niemoc wobec rewelacyjnie grającego przeciwnika. Gdy trafialiśmy kogoś na breake, oni trafiali więcej z nas. Gdy rozbiegaliśmy się mocniej, oni nas kontrowali. O meczu zdecydował drugi punkt, gdzie mieliśmy szansę na wyrównanie, a skończyliśmy ze stratą i karą, która kosztowała nas grę we 4 w kolejnej odsłonie. To oznaczało już 0:3, a ostatni punkt z zaplanowaną taktyką zagrania na przełamanie poprzez atak środkiem nie wyszedł, bo zabrakło na polu jednego skrzydłowego. Popełnione błędy i przeciwnik, który okazał się późniejszym finalistą uplasowały nas na 15-tym miejscu w tym turnieju. Wynik Daleki od marzeń, ale nadal dobry. W towarzystwie bardzo wyrównanej stawki awans z grupy jest sukcesem. Niestety tym razem nie przekutym na finały. W połowie sezonu jesteśmy na 7 miejscu w lidze, a to oznacza dobry seeding i ponowne rozstawienie w grupie z numerem pierwszym.
 


Comments


Your comment will be posted after it is approved.


Leave a Reply

    SPONSORZY:

    Picture
    Picture
    Picture
    Picture
    Picture
    Picture
    Picture