Ranger Warsaw
 
Picture
Finał największej ligi europejskiej odbył się w niezawodnym Disneylandzie. Sprawdzeni od lat organizatorzy nie zawiedli i tym razem. "Grand finale" zgromadził po raz ostatni w sezonie 2011 czołówkę europejskiego paintballa, jak i całą rzeszę miłośników sportu rywalizujących w niższych dywizjach o zaszczyty i premiowane miejsca. Polskę reprezentowały 4 drużyny. Ranger Warsaw, 2Easy Warsaw w SPL, Warsaw United w D1 oraz Hunters Crew Poznań w D2.
Do hotelu w Val d'Europe (stacja RER przed Disneylandem, ok 5 min drogi autem) dotarliśmy niespodziewanie późno, ok godziny 22. Zanim dotarliśmy do pokoi i się rozlokowaliśmy była już prawie 23, a to oznaczało, że do pierwszego buzzera zostało nam ok 9 godzin. To dość mało, a kilkunastogodzinna podróż mimo, że wygodna była wyraźnie odczuwalna.
W piątek pobudka  6.00, pół godziny później zbiórka i w drogę na pole. Jak zwykle od bramą wjazdową chwila nerwowego oczekiwania i zostaliśmy wpuszczeni. Szybko pokonaliśmy formalności i już zarejestrowani ruszyliśmy na pole. Grafik, tak jak w Londynie, dał nam przywilej zagrania meczu otwarcia na polu CPL. Na godzinę 8.00 zaplanowano nam mecz z Brussels Graffiti. Czuliśmy się dobrze przygotowani, po zagraniu sparingu i turnieju PLP czuliśmy że wiemy sporo o polu na którym graliśmy. Dodatkowo mogliśmy podglądać naszych przeciwników w internecie podczas ich występu w DPL tydzień wcześniej. To była zaliczka którą trudno przecenić. Mecz potoczył się się od początku do końca pod nasze dyktando. Pierwszy punkt zdobyliśmy mimo kary 1-4-1 (jak się później okazało, jedynej w tym turnieju). Kolejne punkty były przez nas konsekwentnie i pewnie wygrywane. Mecz zakończyliśmy wynikiem 4:0 i odetchnęliśmy z ulgą. Wiedzieliśmy, że jest dobrze. Drugi mecz tego dnia o godzinie 9.20 zagraliśmy z Ronins PBW Haguenau. Mecz miał wyrównany początek, przy stanie 1:1 dostosowaliśmy się do przeciwnika i zdobyliśmy 2 kolejne punkty, co dało nam prowadzenie 3:1. Mecz wydawał się być nasz, ale Francuzi nie chcieli się poddać, a wątpliwe decyzje sędziowskie i nie działające tablice, przyciski i sygnał dźwiękowy spowodowały, że przeciwnik wyrównał w ostatniej sekundzie podbijając punkt. To nas mocno uderzyło, w pit-stopie przez moment było cicho z powodu ogromnego zdziwienia, ale już po chwili znów zawrzało. Wracamy na pole na dogrywkę. Jest 3:3, przestajemy ścigać się z zegarem, bronić przewagi. Teraz na szali jest wynik meczu i zapewnienie sobie bardzo dogodnej pozycji podczas eliminacji grupowych. Ten punkt gramy idealnie, obie strony atakują i zdobywamy szybki, pewny punkt. Wygrywamy mecz 4:3 i jesteśmy liderami grupy. W sobotę graliśmy ostatni mecz eliminacji ze Scalp ME Saulx les Chartreu. Ich sytuacja była w zasadzie bez wyjścia, ale walczyli o jak najwyższą pozycję wśród drużyn, które nie awansowały. Daliśmy się zaskoczyć i straciliśmy pierwsze dwa punkty. Zaczęliśmy odrabianie strat, pogoń okazała się skuteczna. Na 1min 24sek przegrywaliśmy 2:3. Przy odrobinie szczęścia zdołaliśmy wyrównać stan meczu na 3:3 pozostawiając jedynie 4sek na zegarze. Oznaczało to drugą w tym turnieju dogrywkę. I tym razem dobrze zagrany punkt dał nam zwycięstwo 4:3. Taki wynik eliminacji dał nam pewne, pierwsze miejsce w grupie. Awansując do "Sunday Club" po raz czwarty w tym roku sprawiliśmy, że droga do wysokich lokat stawała przed nami otworem. W 1/16 graliśmy przeciw Silents Moscow, którzy narobili nie lada zamieszania w grupie D, eliminując między innymi Birmingham Disruption. Oglądając ich sobotni mecz z Comin' At Ya dość dobrze rozgryźliśmy strategię przeciwnika i wyegzekwowaliśmy każdy słaby punkt, bezlitośnie ogrywając Rosjan wynikiem 4:0. Kolejnymi przeciwnikami, mieli być zwycięzcy pary FiveStar Lleida - Dogs D'amour Thessaloniki. Mimo, że FiveStar prowadzili już 3:1, nie wytrzymali naporu amerykańskich najemników w szaregach Greków. Naszym kolejnym przeciwnikiem było Dogs D'amour. W składzie tej drużyny grało dwóch Amerykanów, ale już raz z nimi w ym roku graliśmy i czuliśmy, że możemy ich pokonać. Doskonałe przygotowanie taktyczne, sprawnie działający pit-stop i wiara we własne możliwości miały stanowić nasze najważniejsze atuty. Mecz sprawdzał się w dużej mierze do próby ogrania amerykanów. Gdy ich eliminowaliśmy, reszta była formalnością i zdobywaliśmy punkt. Niestety odczuwalna przewaga umiejętności przeciwników oraz błędy w komunikacji i rozegraniu dały wynik 2:2. Mimo kolejnego zaciętego punktu przeciwnicy podbili wynik na 3:2. W ostatnim punkcie, po skutecznym otwarciu po stronie węża, szala zaczęła przechylać się na naszą stronę. Przeciwnicy zdołali jednak skontrować i przełamać nas, co zakończyło się ostatecznie utratą kolejnego punktu i przegraną 2:4. Jeszcze przed wyjazdem w drogę powrotną wyliczyliśmy, że mamy tutaj 6 miejsce i spore szanse na obronę miejsca w klasyfikacji generalnej. Wynik ogólny satysfakcjonujący, ale zawsze będąc tak blisko finałów pozostaje niedosyt. Wyjeżdżając przed 13 z hotelu nadal trwały mecze, a nasze szanse na awans o jedno miejsce stawały się coraz bardziej realne. Nie mieliśmy jednak pojęcia, że szczęśliwy układ spowodował, że nasze szóste miejsce okazało się na tyle wartościowe, alby awansować o dwie lokaty i wskoczyć na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej.
To bezsprzecznie największy sukces naszej drużyny w całej jej historii. Złożyło się na niego wiele czynników oraz ogromny wkład pracy kilkudziesięciu ludzi.
Dziękujemy za wsparcie firmom Planete Eclipse, G.I. Sports i Skill.

 


Comments


Your comment will be posted after it is approved.


Leave a Reply

    SPONSORZY:

    Picture
    Picture
    Picture
    Picture
    Picture
    Picture
    Picture